Najlepszy sposób na zwiedzanie Rodos
Jak najlepiej poznać wyspę? Wsiadając do samochodu i jadąc przed siebie.
Mieliśmy zaplanowanych kilka punktów z przewodnika, ale nigdy nie trzymamy się sztywno planu. Zwykle skręcamy tam, gdzie coś przyciągnie nasz wzrok. Dzięki temu poznajemy nie tylko miejsca opisane w przewodnikach, ale również codzienność mieszkańców – tę, której często nie dostrzega turysta podróżujący według dokładnie rozpisanego planu.
Wynajęcie samochodu na Rodos nie stanowiło żadnego problemu, a drogi okazały się bardzo dobre. Czasami robiło się wyjątkowo wąsko lub trzeba było zatrzymać się, by przepuścić spacerujące kozy. Takie niespodzianki tylko dodawały uroku całej podróży.
Prasonisi – miejsce, gdzie spotykają się dwa morza
Jedynymi stałymi punktami naszego dnia były Prasonisi i punkt widokowy w Monolithos.
Prasonisi to najbardziej wysunięty na południe kraniec Rodos, gdzie spotykają się dwa morza – spokojniejsze Morze Śródziemne od wschodu i bardziej wietrzne Morze Egejskie od zachodu. To właśnie wiatr, wysokie fale i szeroka przestrzeń sprawiają, że miejsce od lat przyciąga miłośników windsurfingu i kitesurfingu z całego świata.
Latem morze odsłania piaszczystą mierzeję, dzięki której można dojść na niewielką wyspę Prasonisi. Gdy poziom wody się podnosi, przejście znika pod falami, a Prasonisi ponownie staje się wyspą.
Co ciekawe, szkółki surfingowe prowadzą również Polacy, a w barze przy plaży bez problemu mogliśmy zamówić posiłek w rodzimym języku.
Najpiękniejsze miejsca często znajdujemy przypadkiem
To jednak nie Prasonisi najbardziej zapadło nam w pamięć.
Jadąc wzdłuż południowego wybrzeża, mijaliśmy niewielkie plaże, zielone wzgórza, gaje oliwne i przydrożne stragany z lokalnymi produktami. Surowy krajobraz wyspy przeplatał się z intensywną zielenią, kolorowymi kwiatami i spaloną słońcem trawą.
Widok morza przy plaży Kisalah sprawił, że niemal wbiliśmy się w samochód jadący przed nami. Błękit wody był tak niezwykły, że trudno było po prostu przejechać obok.
Po drodze zatrzymywaliśmy się również przy niewielkich stoiskach prowadzonych przez mieszkańców. Świeże owoce, oliwa z oliwek i lokalne przysmaki smakowały najlepiej właśnie tam – kupione prosto od ludzi, którzy mieszkają na wyspie.
Monolithos – widok, dla którego warto się zatrzymać
Jednym z ostatnich przystanków było Monolithos.
Na szczycie wysokiej skały znajdują się ruiny średniowiecznego zamku, do których prowadzą wykute w skale schody. W jego murach zachowała się niewielka, zabytkowa kaplica.
Największe wrażenie zrobił jednak punkt widokowy. Wysokie klify i błękit Morza Egejskiego sprawiły, że zostaliśmy tam znacznie dłużej, niż planowaliśmy.
To był dzień pełen spontanicznych przystanków i miejsc, których nie mieliśmy zapisanych na liście atrakcji. I właśnie takie wspomnienia zostają z nami na lata.


